Pornografia

Miałem pewne opory przed napisaniem tego rozdziału. Lubię opierać się na badaniach naukowych. Tu, niestety, żadnych nie przeprowadzono. Internetowa pornografia stała się dla części społeczeństwa codziennością, niektórzy mężczyźni spędzają większość swojego dnia przeglądając stronki z dziwnymi filmami i obrazkami. Nikt jednak nie zbadał, jaki to może mieć wpływ. Dysponujemy zaledwie opisami przedstawionymi przez samych zainteresowanych – a te są skrajnie różne.

Co mówią zwolennicy tezy, że pornografia niszczy życie seksualne? Nie można odmówić argumentom logicznej spójności. W krajach, gdzie kobiety chodzą owinięte workami, widok nagiej kostki może wywołać podniecenie. Tam, gdzie każdy chodzi półnago, nagie piersi nie robią na nikim wrażenia. Możliwe, że bombardowanie mózgu coraz silniejszymi bodźcami sprawia, że zwykły seks staje się czymś… zwykłym. Nie dostarcza pobudzenia wystarczająco silnego, by zmusić mózg do wysłania odpowiednich sygnałów.

Część osób może wpadać w dosłownie spiralę uzależnienia – szukają coraz mocniejszych i mocniejszych bodźców, już samo „zaliczenie” wzrokowe kilkudziesięciu kobiet nie wystarcza, dochodzą fetysze, najdziksze fantazje, z którymi przed nastaniem internetu człowiek miał styczność może kilka razy na całe życie, a teraz – może to mieć kilkadziesiąt razy dziennie. Jeśli dodać do tego wyczerpanie czasem kilkunastoma orgazmami w ciągu dnia, czy można dziwić się, że zwykły stosunek ze zwykłą kobietą przestaje być atrakcyjny?

Nie wiadomo też, jaki wpływ na psychikę i na poziom hormonów ma wielokrotny orgazm. Możliwe, że rozregulowuje on delikatny mechanizm nagrody – kary, który powinien sterować naszym życiem. Po co walczyć o satysfakcję z założenia rodziny, wychowania dzieci, przekazania czegoś światu, skoro można mieć nagrodę na kliknięcie myszki?

Nie wiem, ile w tym prawdy. Nikt nie wie, wszyscy mogą co najwyżej zgadywać. Faktem jest, że można przeczytać dosłownie tysiące wpisów dokonanych przez „uzdrowionych” młodych ludzi, którzy po zrezygnowaniu z pornografii i masturbacji nie tylko odzyskali sprawność przy partnerce, ale też całkowicie zmienili swoje życie – znikły depresje, stany lękowe, powróciła chęć do pracy, poznawania nowych osób. Są też jednak głosy ludzi, u których zmiana nie przyniosła dosłownie żadnego rezultatu, ani na plus, ani na minus. Częste są też głosy osób, które nie miały żadnych problemów, pomimo spędzania wielu godzin dziennie, przez wiele lat na masturbowaniu się przy filmach porno. Może to nie masturbacja do pornografii jest problemem, ale po prostu siedzenie przy komputerze przez cały dzień?

Podkreślam – nie istnieją żadne badania, które potwierdzają istnienie takich zależności. Nie istnieją też żadne, które im zaprzeczają. Dwie grupy – zwolennicy i przeciwnicy – przerzucają się argumentami, próbując udowodnić, która postawa jest bardziej naukowa. No cóż – żadna nie jest. Nauka nie zajęła tu stanowiska. Ja też nie zajmę – zaznaczę tylko, że taka hipoteza istnieje i że tysiące osób przysięga na wszystkie świętości, że im to pomogło.

Na jednej z podstron opisywałem badanie, w którym suplementami udało się przywrócić erekcję u 92,5% badanych. Stoi to w delikatnej sprzeczności z teorią pornografii. Z drugiej strony, nie badano tam zapewne osób bardzo młodych, więc możliwe, że po prostu nie mieli oni kontaktu z internetem. Możliwe też, że po prostu nadmierna masturbacja „zużyła” tlenki azotu.

Ah, jak już jesteśmy przy masturbacji – zużywa ona cynk. Więcej o nim w rozdziale o testosteronie, tu podkreślę jedynie, że może on być problemem u mężczyzn, którzy przesadzają.